niedziela, 23 listopada 2014

VII KOROWÓD absolutnie

Na dniach po raz 7 odbył się Festiwal Twórczości KOROWÓD
organizowany przez PIOSENKARNIĘ Ani Treter i Anety :)
Dziewczyny co roku od tych siedmiu lat, serwują spragnionej wrażeń i wzruszeń
publiczności, kawał dobrej i wartościowej muzyki, a ponad to wyławiają wielu,
obiecujących młodych artystów, prawdziwe talenty z potencjałem twórczym.
Kilka lat temu, ja i Wanda zaczęłyśmy naszą przygodę z PIOSENKARNIĄ
jako wolontariuszki. Po czterech edycjach pałeczkę oddałyśmy młodszym koleżankom,
ale w dalszym ciągu jako "wyrośnięty" support staramy się pomagać jak możemy.
Tym bardziej, że wydarzenia organizowane w ramach festiwalu są naprawdę ciekawe
i na bardzo wysokim poziomie. Oj dzieje się!!
***
Obcując za kulisami, wśród wykonawców z najwyższej pułki, ku mojemu wielkiemu
zaskoczeniu, pierwszy raz miałam okazję zobaczyć stremowanych artystów.
Nigdy nie zapomnę Renaty Przemyk, która przed wyjściem na scenę, gdzieś w ciemnym
kącie ćwiczyła jogę i próbowała się uspokoić serią głębokich oddechów.
Jak się okazało- artysta też człowiek :)
***
Wczoraj w Krakowskiej Operze miał miejsce niesamowity koncert. Nosił znamienny
tytuł ABSOLUTNIE- nawiązując do jednej z piosenek wybitnego, polskiego artysty
Wojciecha Młynarskiego, któremu to wczorajsze wydarzenie było poświęcone.
Na scenie opery gościła śmietanka polskiej estrady: Halina Kunicka (idolka mamuśki),
Alicja Majewska (moja idolka), Michał Bajor, Skaldowie, Asia Kulig (która przy okazji
pozdrowiła wszystkich Forczków), Magda Steczkowska (kobieta o niesamowitym wdzięku),
Włodzimierz Korcz, Artur Andrus, nasza Ania Treter i inni. Artyści wykonywali piosenki
Młynarskiego. Było pięknie... Wzruszająco... Momentami zabawnie...
ABSOLUTNIE WSPANIALE!! W czasie "Jeszcze się tam żagiel bieli"
i "Odkryjemy miłość nieznaną" nie mogłam powstrzymać łez. Koncert był dla mnie
prawdziwym katharsis. Zupełnie inaczej spojrzałam teraz na teksty Młynarskiego.
Mają niesamowitą siłę wyrazu. Są mądre i ponadczasowe. Korcz miał absolutną rację, mówiąc
o twórczości Pana Wojciecha, że jest to "mistrzostwo kosmosu" :)

"Miłowania głodni jak wilcy..."

"Moja miłość największa  Nie wie nic, że jest moja..."

"Do przodu żyj. Z wesołą miną spotykaj swój kolejny świt..."

 "Jesteśmy na wczasach......." :)


Miłego słuchania :)
Dobranoc :)




sobota, 22 listopada 2014

mój SZTAB :)

Jak co roku od lat kilku, o tej porze roku, w listopadzie spotkałyśmy się
w gronie licealnych przyjaciółek :)
Dziewczyny, z którymi dorastałam i przeżywałam życiowe rozterki wieku
młodzieńczego, to przewspaniałe, cudowne, mądre, wrażliwe i zabawne kobiety.
Niezawodne i niezastąpione :) Moja struktura! Mój sztab doradczy :D!
Co roku, od kilku lat organizujemy sobie listopadowe spotkania. Oczywiście
staramy się ze sobą spotykać możliwie jak najczęściej w ciągu roku, ale ten
listopad jakoś szczególnie wpisał się w nasz coroczny grafik.
Nie zawsze udaje nam się pozbierać w komplecie-bo poza mną i Karolą,
każda mieszka w innym mieście, ale w mniejszym, bądź większym gronie jakoś
udaje się nam organizować :) Tym razem było nas 3 - 3 na 6 ;)
Rozmowom jak zwykle końca nie było. Śmiechu też przy okazji było co niemiara.
Każda z nas pracuje w S.Z., więc i ciekawych historii o pacjentach nie brakowało.
A na dodatek Arturek nas porządnie nakarmił, więc czego chcieć więcej.

Ekipa w komplecie 2 lata temu u Ali :)

 Dzięki dziewczyny :) Za wszystko :)


czwartek, 20 listopada 2014

Winter is coming

To nieuniknione, że Zima Nadchodzi...
Jej mroźny oddech coraz mocniej można poczuć na plecach...
Czapka, rękawiczki, ciepłe buty... to zestaw konieczny w taką pogodę jak obecna.
O nadejściu Zimy mówi również mój grudnik, którego (już) prawie 3 lata temu
dostałam od Wojtka i Marty na imprezie barbórkowej :)
Pięknie zakwitł :)



Na takie chłodne dni polecam na rozgrzanie zimową herbatę :)
Czarna herbata+goździki+ miód+kawałki pomarańczy/cytryny (ze skórką)+
+chili cayenne+imbir


Ps: dobrze, że nie musimy się podczas Zimy obawiać INNYCH ;)
A przy okazji co z "Wichrami zimy" Martina?? Czekam z utęsknieniem
na pojawienie się kolejnej części "Gry o Tron"
Ciekawość mnie zżera co z Johnem Snow?????

Daga!! A Ty na jakim etapie czytania/oglądania jesteś??





środa, 19 listopada 2014

okruchy historii

W poniedziałek miałam okazję poznać Panią Zofię lat 83.
Pani Zofia jest profesorem biologii, jej specjalnością jest/była genetyka. Przez wiele lat
wykładała na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jest również członkiem honorowym Komisji
Biologicznej- Polskiej Akademii Nauk -odział w Krakowie. Wspaniała kobieta. Mądra.
B.spragniona rozmowy. Ciepła. Życzliwa. I niestety bardzo mocno doświadczona przez los...
Dziś odwiedziłam ją po raz drugi. Przez najbliższych kilka tygodni będę miała okazję kilka
razy się z nią spotkać podczas domowej rehabilitacji. Co nas obie ucieszyło.
Pani Zofia pochodzi spod Sandomierza. Jej tato był leśnikiem, mam zaś nauczycielką.
Od dzieciństwa ojciec zaszczepił w niej zamiłowanie do przyrody.
Kiedy miała 8 lat wybuchła II wojna światowa. W niedługim czasie po wybuchu trafiła wraz
z rodziną do obozu w Majdanku. Ze zgrozą wspominała mi dziś warunki życia- nie życia
w obozie... Brud, zgnilizna, smród, ziąb, ciągły głód i ....egzekucje. Z obozu po roku wykupił
ich (ją i jej rodzinę) bogaty Żyd. Potem wszyscy trafili na Podkarpacie. Tam żyli w strasznej
nędzy. Głodowali. Jakaś sąsiadka poratowała rodzinę parą królików, które na szczęście
jak to króliki szybko i licznie się rozmnożyły. Któregoś razu mieliby straszne problemy przez
te zwierzaki, bo Zosia wypuściła je na łąkę, żeby się popasły, a na to nadjechał patrol niemiecki.
Zośka struchlała, była pewna że zaraz pewnie zginie, ale że Niemiec był głupi, uwierzył jednemu, towarzyszącemu mu policjantowi, że króliki to szczury i pozwolił je zachować, bo Polacy
to szczury mogą jeść. "Bandyci jedni" cytuję.
Był też czas, kiedy rodzina P.Zofii ukrywała córkę jednego Żyda w skrytce pod obornikiem.
Dziewczyna była młoda i ładna. Ogromnie rozpaczała, że musi przebywać w izolacji.
Któregoś razu jej ojciec postanowił pod osłoną nocy, na chwile ją przeprowadzić przez lasy
do domu, żeby matka mogła córkę zobaczyć i wtedy wypadła znienacka zasadzka niemieckich
żołnierzy i rozstrzelali Żyda z córką. Takie to straszne historie się działy...
Pani Zofia ze zgrozą opowiadała, a ja ze zgrozą słuchałam. Wierzyć się nie chce że takie rzeczy
miały miejsce naprawdę. Co innego jest czytać lub oglądać dokumenty o wojnie, a co innego
wysłuchać wspomnień naocznego świadka wojny. Jak to dobrze, że naszemu pokoleniu
przyszło żyć w innych czasach.

Dobranoc

wtorek, 18 listopada 2014

mission impossible 2

Krótko, zwięźle i na temat...
Parę tygodni temu pisałam o kobiecej misji ZMIENIANIA FACETÓW na lepsze ;)
Drogie panie- zwracam honor!! Nie tylko my mamy tendencję do traktowania
panów jako "materiału wyjściowego do zmian", ale jak się okazuje i panowie miewają
do tego zapędy ;) Trzeba nam zapamiętać, że ludzie zmieniają się tylko wtedy,
gdy sami tego chcą! a miłość jednak nie może (zdziałać) wszystkiego ;)



:) :) :) :) :)   :) :) :) :) :)   :) :) :) :) :) :)    :) :) :) :) :) :)    :) :) :) :) :) :)    :) :) :) :) :) :)   :) :) :) :) :) :) 

lokatorzy

Ostatnio udaje mi się zapoznawać z lokatorami na Fiołkowej :)
Okazuje się, że w moim bloku mieszka sporo starszych osób...
Mieszkam tu od 3 lat, a nie znam tak naprawdę żadnego sąsiada. Kiedyś zapukał
do moich drzwi zakłopotany, młody chłopak, chcący pożyczyć klucz francuski,
ale że nawet nie widziałam, czy i gdzie coś takiego mamy, odesłałam go z niczym :/
Takie są uroki życia w dużym mieście, gdzie każdy goni dzień za dniem, a sąsiedzi
spotykają się przypadkowo w windzie ;)
Wiem, że na moim pietrze od jakiegoś czasu jakaś młoda para wynajmuje
mieszkanie. Teraz poznałam 2 starsze panie- z III i VI pietra :)
Bardzo sympatyczne kobiety, jedna dziś nawet do mnie pochwaliła
całą młodą, lokatorką brać naszego bloku, że my "tacy grzeczni" i w ogóle ;)
Miłe to było :) i od razu wprawiło mnie w dobry nastrój, a akurat do pracy szłam.

                                          Kazik "Sąsiedzi"


jesienna plucha

Pogoda się wyraźnie pogorszyła- temperatura spadła, siąpi deszczyk, gdzieniegdzie
zawieje wiatr... Dni są coraz krótsze, zmrok coraz szybciej zapada... Listopad w pełni!!
W takie dni jak ten, niesamowicie mi się dłuży w pracy, dziś nie było inaczej :(
Na całe szczęście doczekałam się końca swojej zmiany i bez żadnych planów- dla odmiany,
zamierzam spędzić dzisiejszy wieczór spokojnie i w domu :)
W takie wieczory jak dzisiejszy, najchętniej oddaję się relaksowi przy dobrej muzyce
i czymś smacznym do jedzenia ;) Chodziła za mną ostatnio kiełbasa smażona na patelni
z cebulką! Gośka w pracy mi takiego smaka na nią zrobiła :) Nie oparłam się pokusie,
choć kiełbasy nie jadłam od bieszczadzkiego ogniska, kiedy to próbowałam wytłumaczyć
Marcinowi- buddyście nowe zasady mojego pseudo wegetarianizmu ;) Ninka- mój
żywieniowy mentorze, wybacz, ale kiełbaska była PYSZNA :) Poza tym przyrządzona
w taki sposób, ma też wartość sentymentalną; przywodzi na myśl dom rodzinny i coroczne
"wożenie słomy" do szklarni :P No i z Niuńkiem mi się b.kojarzy :) Zawsze był domowym
amatorem kiełbachy ;)

Jeśli macie ochotę posłuchać fajnej muzyczki, to przesyłam linka do listy topowych
kawałków lat '60 i '70 :)
https://www.youtube.com/watch?v=UCmUhYSr-e4&index=7&list=RDMb3iPP-tHdA 

                                   "A Whiter Shade Of Pale" - Procol Harum